piątek, 3 sierpnia 2012

Jako, że jakiś czas temu urwałyśmy się z Mamą i dziewczynkami na krótkie wakacje do Kotliny Kłodzkiej, to teraz chodzę po swoim domostwie i nacieszyć się nie mogę :) Straszny ze mnie domator, już w podróży tęstniłam za domem, za moimi klamotami, pracami w ogrodzie skalnym, ech ... Nie dla mnie dalekie i długie wycieczki, ja po prostu uwielbiam mieć zajęte ręce, a podczas wycieczki mam zajęte jedynie nogi i oczy :) Wracam więc, a tu na skalniaku i wokoło lato w pełni!





Taki widok hoduję za oknem kredensu ... 
Kiedyś powstanie tam ogród zimowy i zejście wprost na kwitnący skalniak. Tylko trzeba poszukać kamiennych schodów :)))) 

Wsród rojników pojawiła się niespodzianka :) 
Rzeźba mojego Teścia, którą dostaliśmy na rocznicę ślubu. 

Kolejna z twarzyczek - prezent na Dzień Matki :) 
No w końcu jestem matką wnuków, no nie? :P

Wróciłyśmy jak na skrzydłach i od razu zaczęłam szukać sobie pracy :) Podczas naszej nieobecności Tuptuś czyli Tata dziewczynek poprawił wygląd domku w ogrodzie dorabiając mu dach ze starych stuletnich dachówek. Efekt jest powalający! czegoś mi wcześniej brakowało i liczyłam na to, że się w końcu za to zabierze, ale nie sądziłam że nastąpi to jeszcze tego lata :) Widocznie mocno za nami tęsknił :) Skoro dach już jest, trzeba było zadbać o kwiaty na tarasie - to już moja kolej :)

Dlatego zawiesiłam skrzynki z pelargoniami, tak tradycyjnie żeby było :)


Jak co roku, obrodziły u nas wszelakie zioła. Mamy miętę pieprzową, zwyczajną, melisę, hyzop, oregano, majeranek, lubczyk ogrodowy, koper, itp. itd. To wszystko suszy się na wieszaku, przygotowanym ze starej brony :), która do tej pory leżała sobie w kąciku dumając o przyszłym losie ... Zioła suszymy w przewiewnym ale nie słonecznym miejscu, tak aby nie traciły koloru i swoich leczniczych właściwości.

Koło dostałam od Teścia, będzie wisiało na ceglanej ścianie, 
wraz z innymi rekwizytami znalezionymi w Stajence.

Od czasu wybudowania brogu, który opisywałam w moim ostatnim poście, rzadko można znaleźć okazję do sfotografowania naszych koni w takiej pozie :) Mając do dyspozycji świeże sianko, niechętnie schylają się aby poskubać trawkę. Dzięki temu trawa ma szansę odrosnąć chociaż trochę :P

Bona pasie się z chłopakami, z zazdrości o nie zje nawet trawkę :)

Dzisiaj jestem nawet czysty, bo się nie wytarzałem w stajni :P

Poskubię sobie troszeczkę ...

Trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona :)

Phi, jak będę chciał, to sobie do was przeskoczę :)


Na koniec dzisiejszego krótkiego posta na drożdżowe bułeczki maślane z powidłami, które chodziły za mną już od dawna. Przepis dała Mama - niestety nie wiem skąd go miała, więc przepraszam z góry i proszę o kontakt, tego kto go wymyślił - chętnie podam jego stronę www, bo przepis jest wyśmienity! Bułeczki palce lizać, wcale nie skomplikowany proces :)



Bułeczki - powidlaczki

Składniki:
50 dkg mąki
3 żółtka
12,5 dkg masła
10 dkg cukru
 cukier waniliowy
5 dkg drożdży
ok. 2 szkl. ciepłego mleka
1 jajko do posmarowania bułeczek



Ubić żółtka z cukrem, stopić masło. Drożdże tradycyjnie rozprowadzić w małej ilości ciepłego mleka i łyżeczce cukru i łyżce mąki. Gdy podrosną, dodać do mąki wraz z żółtkami, ciepłym mlekiem (dolewamy po trochu) i masłem. Wyrabiać ciasto, dodając po trochu mąki, jeżeli potrzeba (ja dosypuję małymi porcjami, aby nie przesadzić - ciasto należy wyrobić tak, aby odchodziło od ręki, ręce i blat mają być czyste po wyrobieniu :)) Pozostawić w cieple do wyrośnięcia, najlepiej przy kuchni kaflowej ale jak ktoś nie ma, to może być na słoneczku, na parapecie :) Jak urośnie, odrywać po kawałku porcje jak na pączki, rozpłaszczać, nakładać powideł i zlepiać (zlepionym do dołu! hehe, przypomniało mi się "zielonym do góry" :P) Bułeczki układać na blaszce wysmarowanej tłuszczem i posypanej tartą bułką, to nie będą przywierać. Układać dość ciasno, ale bez przesady, bo znowu muszą trochę podrosnąć - ja musiałam je trochę porozsuwać bo początkowo było im zbyt ciasno :) Jak urosną nieco, włączyć piekarnik na 200 st. C i przed włożeniem, posmarować bułeczki roztrzepanym jajkiem, aby były brązowo-rumiane.








Smacznego, kochani! 
Miłego lata!



12 komentarzy:

dompodsosnami pisze...

Oooo, bułeczki wyglądają pysznie, babcia właśnie też piekła w zeszłym tygodniu! Buziaki dla Was wszystkich i dla mamy Asi!!! Nie wiem, kiedy my wreszcie damy radę wybrać się do Was i osobiście obejrzeć te wszystkie cuda nowe... :(

Qra Domowa pisze...

zachwycił mnie twój serwis:)))

Motylek pisze...

Dom to dom:) Bułeczki wyglądają smakowicie a serwis piękny. Ale konie.... po prostu marzenie:)

Anex pisze...

Dzięki za przepis na bułeczki:) Asiu, a serwis.. Po prostu - bajka!
Dobrego weekendu!

First Indian Summer pisze...

Bułeczki smakowicie wyglądają,a przy tak pięknie zastawionym stole chętnie zasiadłabym w gościach;))

Anonimowy pisze...

Potwierdzam, że bułeczki Asi bardzo są dobre - dostapilam zaszczytu degustacji a nawet pilam kawę w tym pieknym serwisie.
Pozdrawiam.
Mama Asi

multanka pisze...

:) Wszyscy z tym serwisem, a on jest tylko na dwie osoby :))) Dla gościa i dla mnie :P Taki się trafił na starociach, ale jest bardzo subtelny, więc mam nadzieję, że kiedyś uda mi się odnaleźć resztę, gdzieś na alledrogo.pl :)
Dziękuję wszystkim za miłe słowa i życzę udanej przygody z drożdżowym! :)

inspiracje pisze...

Rzeźby prezentują się bardzo ładnie. Ogród i domek dla dziewczynek także :)

Iwona W. pisze...

cudowny dom, cudowne zdjęcia, konie, dziewczynka obok koni i cały blog :-) Też mam taka dziewczynkę i ona też kocha konie :-) Swoich nie mamy ale farmę mamy niedaleko z końmi :-)

multanka pisze...

Dzięki Iwona - i zapraszam częściej :)

Osowiała Sowa pisze...

Wow! Domek rewelacyjny, czy można kiedyś liczyć na więcej zdjęć? :)
Czuć u Ciebie taką niesamowitą atmosferę :)
Pozdrawiam serdecznie
MOnika

wolfheart pisze...

świetny blog
ciepły i sympatyczny
pozdrawiam